Najtrudniejszy pierwszy krok – TO KŁAMSTWO!

Pierwszy krok

Pierwszy krok

Pierwszy krok kojarzy się z drogą po której kroczymy do ustalonych celów, bądź i bez nich, od tak po prostu. Ale początek każdej drogi nie zaczyna się w czynach…

Kiedyś Anna Jantar śpiewała „Najtrudniejszy pierwszy krok, za nim innych zrobisz sto”.

Bullshit!

Kłamstwo!

Może w relacjach międzyludzkich, gdy poznajemy kogoś nowego w klubie, na ulicy czy dowolnie przypadkowym miejscu, to wykonanie pierwszego „kroku”, zagadanie do tej osoby może być dość trudne. Zwłaszcza gdy jesteśmy nieśmiali, mało pewni siebie i mamy problemy z nawiązywaniem znajomości.

Ale nawet wtedy jest na to kilka prostych TIP’ów.

Każdy pierwszy krok zaczyna się w głowie,  to tam rodzi się idea, pragnienie i pierwsze wizje ich realizacji. W swojej wyobraźni definiujemy swoje cele, nadajemy im cechy i przypisujemy plany.
Nawet z biologicznego punktu widzenia, najpierw sygnał z mózgu idzie do kończyn zanim te wykonają ruch.

Nie ważne czy chcesz poznać nową osobę, wybrać się w podróż, zmienić swoje życie czy po prostu hodować świnki. Zapamiętaj jedno:

ZAWSZE pierwszy krok odbywa się w głowie. ZAWSZE gdy zaczynasz o tym myśleć i tworzyć wyobrażenia.

Wbrew pozorom, kreowanie myśli ani nie jest trudne, ani nie kosztuje zbyt wiele. Często pragnienia dyktuje Nam serce, dla których podświadomie tworzymy obrazy i plany. Marzenia ma każdy, lecz nie każdy je realizuje.

To, co często i skutecznie burzy każdy plan oraz zabija marzenia to nie pierwszy krok, który trzeba postawić, lecz rutyna w stawianiu kolejnych.

Ile razy podejmując decyzję o zmianie, na początku drogi człowiek jest pełny werwy, nadziei i motywacji do działania. A z czasem i z każdą kolejną przeszkodą na drodze ten ogień gaśnie pozostawiając po sobie popiół niespełnionych planów.

Gdy obieramy drogę do swoich marzeń, musimy uparcie i wytrwale do nich dążyć, poświęcając swój czas, energię i cząstkę życia. I choć cel sam w sobie nie jest najważniejsze, bo istotniejsza jest droga, którą przemierzamy. To dążenie do obranego punktu ZAWSZE okupione jest rutyną i wieloma przeszkodami, które musimy na swojej drodze pokonać.

 

Wytrwałość przede wszystkim.

Gdy dziecko uczy się chodzić, nie zraża się porażkami ani przeszkodami na drodze. Po każdym upadku wstaje i próbuje znowu i znowu. Wstaje, stawia kroki, przewraca się i wstaje ponownie. Nie ważne ile razy upada i jak często musi wstawać. W końcu osiąga swój cel. Dzięki swojemu uporowi i rutynie w końcu zaczyna chodzić. A potem?

Potem uczy się biegać i jest utrapieniem dla rodziców, którzy muszą go gonić 😀

Młodzi adepci sztuki chodzenia są idealnym przykładem na to, że najważniejszym i najtrudniejszym etapem w dążeniu do celu jakim jest np. chodzenie czy mówienie to rutynowe powtarzanie tych samych czynności, niezależnie jak długo trzeba to robić i ile nieudanych prób wykonać.

Nawet jeden z największych myślicieli jakich nosiła ta ziemia. 16 prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki. Symbol i nadzieja ludu, sam Abraham Lincoln rzekł kiedyś:

Idę wolno, ale nie cofam się nigdy”

On jak i wielu innych przednim i po nim, doskonale wiedzieli, że każdy sukces jest okupiony wytrwałością i uporem.

Dlatego powiedzenie „najtrudniejszy jest pierwszy krok”  to utarty slogan, który idealnie nadaje się na tabloidy, czy do utworu piosenki. Ale nie jako drogowskaz do obranego celu.

Największym trudem w realizacji marzeń i obrazów swojej wyobraźni nie jest pierwszy krok, lecz setki następnych. Droga jest kręta, wyboista i naszpikowana wieloma niespodziankami, nie koniecznie tymi dobrymi.

Wytrwanie w dążeniu to jedyna słuszna droga. Nawet jeśli niektóre cele można zrealizować łatwo, to najlepiej smakują te, które zostały okupione poświęceniem i walką.

Głównie z samym sobą żeby się nie podać.

 

Jak walczyć by zwyciężać.

Jednym z moich celów było założenie bloga. Trwało to zaledwie…. 13 lat!

Tak, tak, dobrze przeczytałeś. Myśl o własnym blogu „męczyła” mnie przez ponad dekadę.

Przychodziła, kwitła, więdła i odchodziła. I tak w kółko. Więcej o tym możesz przeczytać w moim pierwszym artykule „zamiast hello world

Cóż za wspaniały przykład rutyny! Nieprawdaż?

Koniec końców powstał blog, którego droga nie była ani łatwa ani przyjemna. Prowadzenie i rozwój to już inna bajka. To kolejny  punkt na mapie z rozrysowaną drogą gdzieś poza horyzont.

Jak przejść drogę i dotrzeć do punktu?

Najprościej po woli, stawiając krok za krokiem, tak jak czynią to dzieci uczące się chodzić. Tak jak robił to Lincoln.

Dlatego żeby rozwijać bloga i siebie oraz osiągać kolejne cele. Trzeba pogodzić się rutyną  spiąć poślady i po prostu robić…. Wolno, mozolnie,  ale cały czas robić. Robić i się nie poddawać.

 

Moje małe kroki

Pierwszym z kroków jakie podejmę są regularne wpisy na bloga w wyznaczone dni. Dążę do regularnych wpisów co najmniej dwa razy w tygodniu. W poniedziałki i piątki.

Dlaczego akurat te dni?

Ponieważ dotychczas większość artykułów nawiązywała albo do realizacji celów, motywacji i rozwoju. Lub przemyśleń na wszelakie tematy. To wymyśliłem sobie,  że ta tematyka będzie przodować na blogu z pewnym podziałem.

W poniedziałki będą pojawiać się artykuły, które poruszając tematykę rozwoju i motywacji. Ich rolą będzie dawanie natchnienia i motywacji, nakręcając do działania na początku tygodnia.

Zaś piątek to dzień w którym jest okazja wyluzować po całym tygodniu obowiązków i wyskoczyć z przyjaciółmi do baru lub spędzić czas z rodziną. Przy luźnej atmosferze, zwłaszcza przy zakrapianej imprezie gdzie alkohol uderza do głowy i człowiek staje się bardziej wyluzowany, łatwo wpaść w „głębokie” rozważania o życiu i śmierci 😀

W piątek będą pojawiać się teksty posiadające śladowe ilości refleksji i zadumy, które łatwiej strawić będąc wyluzowanym przy złocistym napoju bądź podczas rodzinnego obiadu.

Czas zacząć stawiać małe kroki 🙂

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *